Strapped: The Art of the Decorated Jockstrap

Czasami przesadzamy z pewną poważnością w sztuce, dlatego też tym razem moda, dizajn i seks w jednym (co akurat jest dosyć wszechobecnym połączeniem). I szczypta humoru.

Colin Corbett postanowił pobawić się pewną formą męskich slipów, używanych głównie przez sportowców jako ochraniacze (było to dostępne jako wystawa, ale niestety już po terminie). Fantazja balansuje pomiędzy macho i campem. Może nie praktyczne w niektórych sytuacjach, ale bez wątpienia hit na letnie sezony i gorące noce w klubach jak typ idealny w postaci Babylon.

Reality penetrating fantasy

Mieliśmy małą przerwę techniczną. Powrót zatem – chociaż po tak krótkiej nieobecności – powinien być znaczący. Zatem – porno i seks (numer 3). Czy to w wydaniu ulubuionego Bruce LaBruce, czy to ukochanego THS. Albo Christian Maury (zwł. Making off). I nie chodzi po prostu o 18+, gdzie laski zagrzewają chłopaków za pomocą odblaskowych strojów kąpielowych czy też słodkich, pasiastych podkolanówek. Jak w naturze, to bez odblaskowego sprayu, używanego w kwiaciarniach. No i oczywiście dla równowagi miejsce dla innych. W krwi, z bejsbolem i rokiem ‘69.

Den Harrow

W Polsce nadal nie mogą się pozbierać po koncercie w Sopocie, gdzie pokazały się wszystkie gwiazdy z dzieciństwa. Tymczasem kilka dni temu wskazano mi kolejnego herosa lat 80, o którym jakoś o nas zapomniano. Jakże niesłusznie! Wstrząsający klip z występu “na żywo” to dopiero początek prawdziwej grozy, bo przed nami jeszcze plagiat (hołd?) “Wild Boys” Duran Duran czy rozważania o Mózgu Przyszłości. Na deser skok do lat bardziej współczesnych – popatrzcie jaką fizyczną metamorfozę przeszedł nasz bohater. Najważniejsze, że nadal ma fanów.

pudle pod dywanem

Oglądam powtórki. z nudów. Wiem że wygra taki niemiły grubas ale i tak oglądam. Czasem wpadnę na drugi sezon i czuję się cokolwiek zagubiony.
Projektanci.
łzy modelek.
Projekt runway wylansował w stanach kilka gwiazd z opcji FASHION. Tim Gunn (Jamie Foxx ślicznie się z nim bił u Leno) czy Nina Garcia z ELLE dzięki udziałowi w tym programie stali się ikonami, sławami – jednym słowem gwiazdami.
A jak już ktoś jest gwiazdą to to trzeba mu przypierdolić. Pech chciał że Nina dostała strzał z własnego obozu. Diabeł ubiera się u Prady to kino familijne, rzeczywistość świata mody jest o wiele bardziej drastyczna.
Dwa przykłady. Tekst o sistrobójczej walce w łonie ELLE, dobrze napisany i w dodatku słodko brutalny. (fajny motyw ze sprzedażą marki/ciała Niny). Drugi to powyższy trailer nowego realityshow związanego z modą i przyległościami. W roli głównej Anne Slowey. (gdy ja zobaczyłem po raz pierwszy zastępowała panią Garcia w którymś z odcinków PR, od razu pomyślałem że wykończy konkurentkę)

Prywata:
Mam wrażenie Michał że jesteśmy straszne ciapy i nie ma bata żeby wyskoczyć ponad “królewskie sesje”.

V.I.P. PARTY BOYS

 

Nie oszukujmy się, nie znam się na muzyce. Wystarczy rzucić okiem na mój myspacowy profil aby zorientować się że słucham sążnego syfu.

Nie mniej jednak, dziś zaproponuje coś z hip/hopu.

Chłopaki tworzą mocny skład porównywalny z najbardziej hardcorowymi załogami z biednych polskich faweli. Jeden z nich, wysoki Peter Party stał się telewizyjną gwiazda po występie w programie szukającym młode raperskie talenty. Ich sława nie zna granic – przed państwem - V.I.P. PARTY BOYS

 

 

Jap-hipsterzy

Przeglądając strony w poszukiwaniu japońszczyzny w wszelkim – bardziej krytycznym wymiarze – w końcu chyba odnalazłam mój mały raj i niczym el hombre dorado podniecam się malutką żyłką, która dopiero za parę tysięcy lat spłynie rzeką informacji.

Meta no Tame to blog, który powstał przy innej stronie, lekko wypełnionej niusami i muzyką japońską z lat 60. i 70. (niczym z tamtejszych studniówek). Dopiero co powstał, więc apetyt na razie został miło pobudzony. Ale już trochę o literaturze (i nie Panu MH, które owszem lubię, ale chce wierzyć, że powieść współczesna się na tym nie kończy), coś tam o żigolakach (o których nota bene widziałam kiedyś niezły dokument na YouTubie oczywiście) i Numero Tokyo, a na deser komentarze na temat wpisów z The Moment hipstera Johna Jaya.

A propos T Magazine – troszkę się jak na razie podniecamy, chociaż chciałabym zobaczyć wersję papierową. Śliczne logo, niezła strona (chociaż nawigacja mnie denerwuje), ale za to dobre rzeczy w środku. Warto się przemęczyć.

When all seems lost, something unexpected happens.

Specjalna “kamienna” reedycja z okazji 20. rocznicy premiery płyty “Brown Book” oraz pierwszy całkiem nowy album od czasu “All Pig Must Die” – rok 2008 dla każdego fana Death In June będzie specjalnym wydarzeniem. Na stronie magazynu Judas Kiss zamieszczono wywiad, który przeczytać powinni nawet ci nie mający wcześniej żadnej styczności z twórczością człowieka Ukrytygo Wśród Liści. Choćby dla takich fragmentów: The writing and recording of that album came at a time of complete personal/spiritual upheaval for me. I was 30 years old which seemed ancient to me then, had left Jack, my partner of the past 9 years, had next to no money (…), no prospects of a permanent roof over my head, I was undergoing a period of extreme occult initiation, was fanatical about my physical fitness whilst my mental health appeared at times to be in sharp decline – to the point where I thought I was literally going insane.

Completely. But I kind of love it as well.

Jak każdy porządny pedał uważam że sztuka pornograficzna (czy generalnie wszystkie post/pornograficzne sytuacje) to, nielicząc mody, jedyne tematy godne zawracania sobie nimi głowy. Pociągają mnie wszelkie granice i przedmieścia jasnych artystycznych kategorii. /sztuka vs pornografia, pornografia vs post/pornografia. nuda vs blaza./
Opcja ta jest totalnie typowa dla wszystkich homosow, bez względu na to czy bawią się w utopii, berlińskich ruchaniach SM czy h2o. Bycie edgey jest na miejscu i każdy queer artysta pokaże dupę, chuja czy inne zerotyzowane części ciała. nie każdy jest jednak brusemLabrusem/beliną z serią Plecy czy Jeffem Burtonem.
A szkoda, tak musimy brnąć przez wielopiętrowe pokłady gówna zaserwowanego nam przez młodych fotografów (takich głownie oglądam, w sensie ze nie malarzy czy piosenkarzy ale właśnie fotoboysów)
Dziś zmywam cały ten okrutny syf przepięknymi zdjęciami Burtona.
.:bardzo stary tekst:.
.:o albumie. (ale jest tam galeria):.
.:wywiad:.

magazine for homos

Dawno, dawno temu wspominałem na medium o magazynie Butt, napisałem też coś o DIKu (mam własne zdanie na temat obu pozycji, ale nic pisać nie będę. Proponuję zapoznać się z oboma i wyrobić sobie opinię…)
dziś pociągnę ten temat, ale z całkiem nowymi członkami:
PissZine – wloski, pięknie nawiązujący do Butt, ale jak ze sympatycznie. Szczochowi w żółtym do twarzy.
Kink - ładne zdjęcia i okładki.
kaiserin/magazine – nic o nich nie wiem, ale lubię ich stronę… czasem przysyłają mi spam na skrzynkę.
g.a.f – fatalna nawigacja, mile skojarzenia, dobry myspace.
pinupsmag – z NYorku, artystyczne, nawiązujący, pełen plakatów.

fall/winter

nowe numery:

purple fashion

fantastic man: a w nim tekst/wywiad z autorem S,M,L,XL – Panem Koolhaas’em/ kolejny tekst o Panu Murphym (pisze kolejny bo chyba w letnim numerze purpla było tez coś o nim) śliczny Pan Manetas i zadziwiający Pan Matadin. +kolejna sesja Richardsona (bardzo pedalsko/crusingowa) sporo rad i porad… no i Pan Kimmel (zdjęcie jego ostatniej kolekcji zamieszczone w I-D [LOVE] stało się przyczynkiem do dość ciekawego wpisu o pożądaniu…) Jednym słowem:Warto.