Gregg has a spiritually intimate connection with his subject matter

gs

Przede wszystkim należy nie czytać info o artyście. Jest w tym tekście bowiem coś tak totalnie odrzucającego, że może to zepsuć całą przyjemność patrzenia na pracę. Taki modernistyczny realizm jest dla mnie zawsze zbyt niepewny – łatwo o kicz i banalność, łatwo o zachwyt nad techniką i doskonałością warsztatu. Ale odrzućmy te wszystkie konteksty. Bo może i styl budzi pewne wątpliwości, to jednak to, co pojawia się na tych obrazach, zachwyca.

Jap-hipsterzy

Przeglądając strony w poszukiwaniu japońszczyzny w wszelkim – bardziej krytycznym wymiarze – w końcu chyba odnalazłam mój mały raj i niczym el hombre dorado podniecam się malutką żyłką, która dopiero za parę tysięcy lat spłynie rzeką informacji.

Meta no Tame to blog, który powstał przy innej stronie, lekko wypełnionej niusami i muzyką japońską z lat 60. i 70. (niczym z tamtejszych studniówek). Dopiero co powstał, więc apetyt na razie został miło pobudzony. Ale już trochę o literaturze (i nie Panu MH, które owszem lubię, ale chce wierzyć, że powieść współczesna się na tym nie kończy), coś tam o żigolakach (o których nota bene widziałam kiedyś niezły dokument na YouTubie oczywiście) i Numero Tokyo, a na deser komentarze na temat wpisów z The Moment hipstera Johna Jaya.

A propos T Magazine – troszkę się jak na razie podniecamy, chociaż chciałabym zobaczyć wersję papierową. Śliczne logo, niezła strona (chociaż nawigacja mnie denerwuje), ale za to dobre rzeczy w środku. Warto się przemęczyć.

“To live with art ” is our motto

rs

W tokijskiej Galerii unseal dominują młodzi japońscy twórcy - dopiero wschodzące gwiazdy, którymi potem interesuje się chociażby Giant Robot. Serce ściska. Dużo grafików (graficzek) i ilustratorów (ilustratorek). Kolorowe, słodkie i na dodatek mroczne i dziwne. Bardzo japońskie.

Obecnie trwa wystawa Rieko Sakurai.

A więcej na angielskojęzycznym blogu (macie szczęście… chociaż miejscami dziwy językowe wychodzą).

BLK/MRKT

Właśnie podniecam się zapowiedziami wystaw w jednej z galerii w Los Angeles. BLK/MRKT jest genialnym miejscem i tam też odkrywam (oczywiście, wieki po cylindrze) szykującego się na pokaz Dave’a Kinseya.

two

A do zakupienia ostatnio wydana książka o galerii, oczywiście w Die Gestalten Verlag.

Patrick focuses on the phenomenology of his surroundings

selflay

Dawno malarstwo mnie tak nie oszołomiło. Siedzę i przeglądam, wracam, po chwili powracam i przeglądam od nowa. Nie mogę się zdecydować, który obrazek wrzucić do tego wpisu. Dlatego są dwa. I słowa wyjaśnienia.

pop

Niesamowita energia przenika przez prace i wkracza do naszego serca, zmieniając jego bieg. Jak dobry rytm, jak ciężki bas, który sprawia, że oddech lekko zmienia swoje przyzwyczajenia. Ciężkie i subtelne w tym samym momencie – agresywne twarze, w których oddaje całą totalność hip hopu, polityki, przemocy; albo zatrzymanie skrawka rzeczywistości miejskiej mitologii ze sklepami z bronią i alkoholami. Jest w tym dużo ekspresji, chociaż mam wrażenie, że każda plama, każde pociągnięcie pędzla jest zaplanowane i dawno już zakodowane.
Chyba się rozpływam, ale jak go nie pokochać?

:: Patrick Martinez ::