Now you are thinking with portals

Na oficjalnej stronie (absolutnie fenomenalnej) gry “Portal 2″ jej twórcy umieścili ścieżkę dźwiękową, do pobrania w formacie mp3 (plus trochę dzwonków). To część pierwsza muzyki, zapowiadane są kolejne. Co prawda dźwięki oderwane od świata gry nie mają już tej siły rażenia, ale i tak gorąco polecam.

“for people who still would like to be part of literary conversations without expending all that energy that goes into sitting down and reading a book”

bbt

fcukin awesome!

A Moment of M.

Zanudzimy was tym Alanem, ale co począć, kiedy ciągle trafia się coś fajnego. Tym razem blog, gdzie codziennie coś związanego z naszym brodaczem. Proponuję zacząć od wysłuchania tej krótkiej historyjki Warrena Ellisa.

Na fali menaissance

JayMaynard_Tron

nerd oraz vintage.

Soft Focus

Ian-S-1226x654

Punkowy dandys Ian Svenonius w internetowej telewizji VBS prowadzi(ł?) talk-show, do którego zaprasza najciekawsze postaci ze świata muzyki. To rzadka okazja posłuchania naprawdę ciekawej wymiany myśli bez bicia piany, nawet jeśli czasem gość wyraźnie rozbawiony jest inteligenckimi pytaniami Svenoniusa i robi sobie jaja (jak Will Oldham) albo kiedy gość wygląda na nierównoważonego psychicznie i bełkocze momentami (jak zawsze śliczna Chan Marshal). Wśród rozmówców m.in. Genesis P-Orridge, Andrew WK, Henry Rollins oraz Ian MacKaye. Rozmowy stare, a i sam kanał to oczywiście ramię “Vice’a”, ale na szczęście polska mutacja nie wzięła się za robienie rodzimego bękarta (chyba).

Trochę dziwnie to tak wypada, kiedy Fabio Quaranta czerpiąc natchnienie z Current 93 tworzy kolekcję ubrań. Na dodatek daje jeszcze Davidowi Tibetowi wolną rękę aby ten opracował kilka wzorów na tshity. W designerskie fatałaszki Tibetowe będzie można się już poprzebierać na przełomie 2011 i 2012 roku. A na razie odbył się jedynie pokaz kolekcji we Florencji wszystko rzekomo poszło doskonale

..a nam pozostaje jedynie obejrzeć enigmatyczny klip “promujący” pokaz.

Everything That Ever Was – Available Forever

‘The Lord of the Rings’ used to be ours and only ours simply because of the sheer goddamn thickness of the books.

Etewaf. Tekst na Wired Wake Up, Geek Culture. Time to Die nas kompletnie rozbił, ale i zjednoczył. Mówi dokładnie to, co czujemy. Myślimy. U każdego jednak błyska inny moment. Może jest to za późno, może zbyt dużo tam narzekania. Ale nie sposób odmówić temu szczerości i emocji (jednocześnie), które – by powiedzieć banalnie – nie są mocną stroną współczesnych mediów.

Szczerość dominuje też odnalezionej na aukcji książce HST Better Than Sex. Czytając, mam dreszcze. Tak jakbym oglądała pierwszy raz Wszyscy ludzie prezydenta. Albo JFK. Nie chodzi o nazwiska, daty i miejsca. Ale o relacje, znaczenie i całe to bagno, jakie niesie ze sobą polityka. Do tego świetnie wizualnie, szkice, kartki wielokrotnie przefaksowane, urokliwe zdjęcia. I piękny język. I piękne odniesienia (chociażby do Markiza de Sade). Koniecznie!

We used to wait

Jeżeli oczekujecie nowości - to z nowych rzeczy, leniwie polecam If we don’t, remember me. Oraz: Eggleston w LA – jego głos kojarzy mi się z WSB.

Jeżeli nie oczekujecie staroci, nie ma sensu czytać dalej.

dla mnie najbardziej emocjonalnie działający teledysk (w tej czy innej wersji) minionego roku. może chodzi o bieganie.

Opóźnione podsumowanie. FB i nasze ogólne lenistwo (czy też zapracowanie, zależy jak spojrzeć) niszczy powoli naszą potrzebę/chęć pisania na medium. Bez rozpaczy, raczej po prostu smutek tropików. W końcu to był dobry rok.

Będzie jednak o starociach – i może rzeczywiście powoli przekształcamy się w starożytnych Greków, którzy w swych pismach narzekali na młodzież i upadek czasów. Podsumowanie dekady w literaturze zrobiła GW i naprawdę [i muszę tutaj użyć tego strasznego słowa: KURWA] nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego obok Rotha, Littella i Munro, znalazł się Larsson i jego “Millennium”. Oczywiście, fenomen, oczywiście, odrodzenie kryminały, ale czy podsumowanie nie powinno jednak mówić o czymś, co przetrwa okres marketingowego zachłyśnięcia. Rozumiem zawrót głowy czytelników, w końcu Wharton i Carroll też miał swój czas, ale czy jednak nie chodzi o a) emocje / doświadczenie i b) język / formę / styl. I ciągle szukanie nowej synapsy do pobudzenia? Obnażenie Larssona najlepiej ukazuje się na audiobooku – można umrzeć ze śmiechu, wsłuchując się w te naprawdę chujowo napisane zdania. A jeśli to kwestia tłumaczenia (ktoś powie), to przecież te postacie, te koszmarnie wydumane postacie, proszę o reakcję ze strony niebios/piekieł.

Literacko ten rok u mnie należy (rok jako moment czytania, a nie wydania)  przede wszystkim do Vollmanna i jego opus magnum, Wallace’a i koszmarnie dla mnie trudnego Infinite Jest (zachwyca mnie pewna synchroniczność tego doświadczenia z opisami na The A.V. Club). I lokalnie do: oczywiście Bernharda (mimo oficjalnego boomu na niego w polskich szeregach), Grofa (mimo zastrzeżeń wolfheada co do drugiej wydanej), Genesis Crumba (zawsze lubiłam biblię w obrazkach) i Kinga (Pod kopułą – mimo zakończenia). Pośrednio też do Slavoja Žižka, ale nie oszukuję tutaj – przyjmuje go tylko w wizualnej wersji. Książek ostatecznie nie czytam, czasami jedynie krótkie teksty czy wywiady. Hip(t)sersko czytam tylko Freuda.

Na marginesie, muzycznego podsumowanie dekady GW nawet nie komentuje. Trudno komentować Pana Roberta. A swojego podsumowania 2010 w muzyce nie podaje, nie ma czym się chwalić – wiadomo bowiem (i niestety wstydliwie pokazuje to nawet mój profil na last.fm), że prócz KW i jego MBDTF, trudno tu coś podać konkretnego, chociaż było parę zaskoczeń (jak chociażby Arcade Fire).

W sztuce – z racji bywania, tylko i wyłącznie wystawa Luciana Freuda w Paryżu. Reszta, czyli lokalna, jest zbyt rodzinna, nawet jeśli odpowiada na potrzeby wyższego rzędu.

Podobno mój wybór jest pomiędzy komfortem i stresem a stresem. Czy zatem można uznać to za wybór? Ostatecznie jednak zamiast komfortu wybieram zakupy na amazonie (o dziwo po lekturze polskiego wydania VICE, polskiego, ale oczywiście nie o Polsce), gdzie przekraczam swoje możliwości o jakieś 200 zł. I tyle z komfortu.

Cytat ze spamu jak motto tego wpisu: People deserve wealthy life time and loans or short term loan would make it much better. Just because freedom depends on money state.

Existence is random, czyli Alan Moore przemówił*

Kolejne uobecnienie, czyli Alan Moore w polskich domach. Miligram (czyli mutacja po mediumblogu) wypuściło książkę “Alan Moore. Wywiady“, dwie długie rozmowy, które zostały przeprowadzone przez Billa Bakera. Czytajcie, a znajdziecie. Jeszcze w cenie promocyjnej, ale niedługo. Zatem śpieszcie się, a dostaniecie.

* By wpisowi nadać wymiar osobisty: Wydanie tej książki jest dla nas spełnieniem wielkich marzeń, w czasach, kiedy to właściwie nikt już nie chce czytać. Bez kompromisów jednak, nawet w obliczu końca świata. Wzruszenie zatem jest tak mocne, że aż nieodpowiednie na wirtualną rzeczywistość. Polecamy. W planach więcej dobroci, o ile przetrwamy atak nowych bakterii.

20/10/2010

but

Dziś rusza nowa odsłona strony dla każdego porządnego pedała. Przybywajcie, z morza, z lasu, z małych przytulnych norek, z wrzosów na balkonie – nowe ziemia dla wygnańców.
[mam dziś taki nastrój na urban/fantasy]