brutally honest without worrying about being correc

Szperając w programie komiksowej  imprezy w Londynie natknąłem się na komiks o niezwykłym tytule. Trucker Fags in Denial jest mistrzowskim tytułem (dosłownie tytułem) klękam przed niem na kolana i oddaje mu cześć. Sam komiks jes† całkiem zabawny i bezsensowny – zdecydowanie warty zobaczenia.
Autorzy: Jim Goad /Jim Blanchard to para skurwieli zafascynowanych zapyziałą Ameryką, duet kutasów szczających ciepłym piwnym szczochem na polityczną poprawność i dobre wychowanie.
Całkiem to wszystko przyjemne.

The Marvel

Jack Parsons – genialny naukowiec, współtwórca Jet Propulsions Laboratory, któego praca znacznie przyczyniła się do rozwoju programu lotów kosmicznych. Na jego cześć nazwano krater na ciemnej stronie Księżyca. Parsons był także jednym z pierwszych amerykańskich uczniów maga Aleistera Crowleya, przywódcą Loży Agape zakonu O.T.O. i przyjacielem L. Rona Hubbarda (późniejszego założyciela Kościoła Scjentologii), z którym wspólnie przeprowadzał okultystyczne ceremonie. Według popularnej legendy jeden z takich rytuałów sprowadził do naszego wymiaru UFO.

Na tej stronie znajdziecie internetowy komiks w odcinkach będący biografią Jacka Parsonsa. A jeśli macie ochotę na więcej, zapoznajcie się z tekstem “Antychryst, seks i kosmici” Dariusza Misiuny ze strony Okultury.

Sen czy jawa

stewart

Seaguy powraca. Troche odnowiony, troche bardziej dorosly. Tymczasem niezalezny projekt rysownika Seaguy’a Camerona Stewarta wyglada calkiem interesujaco- Sin Titulo, w kazda niedziele na twoim ekranie.

MBX

Na oficjalne stronie projektu garść grafik i kilka słów od autora. Denerwuje mnie tylko Coming Soon. Jak długo soon???

Wywiad z Grantem M w którym opowiada o całej sprawie.
Blog wydawnictwa.

kormak, dzięki z cynk…

Jason X-12: Shit, you fucking shitter!

Trafiłam na American Elf w wersji książkowej. Pierwsze pięć lat czytałam przed snem, po śnie i pomiędzy. Wiele kwadratów nie jest zabawnych, bez puenty i jednozdaniowego strzału. Bez płaczu z offu, bez śmiechu wywołanego sztucznie dobraną tonacją. Jest powtarzalny: Elf ciągle rzyga i choruje. Spandy także rzyga – ale u kotów to przecież wyraz miłości.

Jednak chodzi o projekt – przypadkowy w początkach, konsekwentny w ciągłości. Projekt pisania o sobie i rzeczach/ludziach/zwierzętach dookoła. Wiem o jego życiu więcej, niż o swoim. Moc leży w totalności, powtarzalności i odrzucenia realności. Albo może przywrócenie realności.

Myślałam, że wszyscy to znają. Okazuje się, że nawet wszystkowiedzące persony żyją w niewiedzy. Czytajcie zatem od początku, kiedy to komiksowy dziennik dopiero kwitł w jego głowie. Nie czytajcie od końca, gdy już dziennikiem ukształtował swój wpis na Wikipedii.

Spal ten sznur!

Shadow of the Collosus

Donkey Kong byl zręcznościowym wyzwaniem. The Riddle of master Lu jest uznawana za najcięższą do przejścia grę przygodową. Burn the rope jest czymś pomiędzy. Prosta grafika jest tylko zasłoną dla zwodniczo złożonej intelektualnej łamigłówki. Tu nic nie jest takie, jakie się wydaje.

The walls have a life of their own

Gloowa

Klikać i oglądać film

Wojenne lektury

ps

Virginia Commonwealth University Libraries kocha fanów Willa Eisnera. Umieścili bowiem na sieci wszystkie P*S: The Preventive Maintenance Monthly (od 1951 do 1972) – magazyn, który powstał na potrzeby armii. Nad całością czuwał właśnie Eisner. Pomiędzy informacjami i artykułami o bezpieczeństwie, jego komiksy i rysunki. Dodatkowo całość w konkretnej stylistyce.

I Laughed at the Great God, Pan!

I w nawiązaniu – kolejna ikona za młodu.

jk

Jack Kirby był geniuszem. Nie ma sensu nawet pisać dlaczego, wystarczy obejrzeć jego prace m.in. w jego muzeum. Dla maniakalnych fanów polecam strone Kirby Monsters, gdzie można znaleźć skany komiksów, które nie były nigdy wznawiane, mimo iż ma on szczęście do przedruków.

Marsjanie atakują!

28

Nie chodzi tutaj o świetny film Tima Burtona, ale obrazki, które były dodawane do gum do żucia w 1962 roku (za Wielką Wodą). My mieliśmy Kaczora Donalda, a oni papierki z rysunkami Normana Saundersa. Jeżeli chodzi jeszcze o Marsjan, to polecam stronę Zeldy.

Wróćmy zaś do Saundersa, który czasami podpisywał się także jako Blaine. Tworzył dla różnych pulpów i od czasu do czasu zlecenia typu jak powyżej, które nie znalazły uznania wśród zatroskanych rodziców. Albo świetna seria naklejek z Frankensteinem (i innymi stworami). Bardzo mnie zauroczyły mnie ilustracje na okładki męskich magazynów – te rozrywane skąpe sukienki przez hitlerowców…

Więcej na stronie, polecam zwłaszcza biografię napisaną przez syna. I zdjęcie Saundersa z czasów dzieciństwa.

ns