Tydzień ma siedem dni, a może i parę więcej

W zeszłym tygodniu ma blogu BoingBoing rozpoczął się tydzień pod wezwaniem Roberta Antona Wilsona. Z dobrych powodów (napływu masy zewnętrzych esejów oraz wspomnień), postanowiono go nieco przedłużyć a nam nie pozostaje nic innego jak tylko pociągnąć kosmiczny spust psycholigii kwantowej.

Światłem Ciała Jest Oko

Osiemnastowieczny tajemniczy “Szyfr Copiale” został wreszcie złamany. Na tym jednak nie koniec, bo rozszyfrowany tekst okazał się opisem rytuału inicjującego do tajnego stowarzyszenia, tzw. “Zakonu Okulistów”, ogarniętych obsesją na punkcie oftalmologii. Spekulować można więc dalej, a w międzyczasie news ten na pewno doda tak potrzebnej energii tym łamaczom szyfrów, którzy nadal łudzą się, że kiedyś rozszyfrują Manuskrypt Voynicha.

Pyramidal Cenotaphs

O dziwacznych militarnych instalacjach w Ameryce, kipiących wręcz od ezoterycznej symboliki, można pisać całe książki. Na te niesamowite zdjęcia antyrakietowych konstrukcji w Północnej Dakocie trafiłem przypadkiem, szukając informacji o francuskim architekcie Etienne-Louisie Boullee, którego projekty budzą podziw rozmachem i wyobraźnią rodem z książek Verne’a czy okultystycznych utopii Bulwera-Lyttona. Twórcy bloga całkiem trafnie łączą różne tropy i warto poklikać w linki z ich tekstu oraz z komentarzy.

Existence is random, czyli Alan Moore przemówił*

Kolejne uobecnienie, czyli Alan Moore w polskich domach. Miligram (czyli mutacja po mediumblogu) wypuściło książkę “Alan Moore. Wywiady“, dwie długie rozmowy, które zostały przeprowadzone przez Billa Bakera. Czytajcie, a znajdziecie. Jeszcze w cenie promocyjnej, ale niedługo. Zatem śpieszcie się, a dostaniecie.

* By wpisowi nadać wymiar osobisty: Wydanie tej książki jest dla nas spełnieniem wielkich marzeń, w czasach, kiedy to właściwie nikt już nie chce czytać. Bez kompromisów jednak, nawet w obliczu końca świata. Wzruszenie zatem jest tak mocne, że aż nieodpowiednie na wirtualną rzeczywistość. Polecamy. W planach więcej dobroci, o ile przetrwamy atak nowych bakterii.

Czy możemy chcieć więcej, czyli 10+1

Seks, naziści, Artaud, przemoc, HP Lovecraft, S/M(oore), rock’n'roll, szatan, Rice, masturbujące się zakonnice, Genet, mondo, homo. Brakuje tylko Wilsonowskich i Leary’owskich suplementów (i emo dresów). Jesteśmy w Niebie.

Ems – zvo – noyner – funffunf

Trochę się nazbierało.

Przede wszystkim Fantagraphics Books wyda komiks W.S. Burroughsa i Malcolma McNeilla – podobno zaginiony, w końcu odnaleziony. Jako fani oczywiście polecamy, na weryfikację przyjdzie czas później.

Po drugie – Number Station. Teorie spiskowe mają to do siebie, że kiedy raz się je pokocha, nigdy nie przestanie się śledzić nawet najdrobniejszych śladów. Mimowolnie rejestruje się 23 na probówce z krwią i 666 na kodzie paskowym. Audycje radiowe są tak niepokojące – głosy dzieci czytające po niemiecku ciąg cyfr wciąż brzmią mi w głowie. Obecnie nie wyobrażam sobie słuchać czego innego przed snem, próbując wytropić sens (w amoku po Rubiconie).

Po trzecie, nowy Gibson już w księgarniach. Recenzje mieszane, chociaż raczej to wina też samego Gibsona. Przyzwyczajeni do wysokiego poziomu, ciągle chcemy być zaskakiwani i jeszcze bardziej oczarowani. Polecamy zatem – zanim przyjdzie paczka z Zachodu z książką do czytania – wywiad. Także o modzie.

Tymczasem, osobiście lansuje modę na Infinite Jest Wallace’a. W końcu mam. Neologizmy i dziwaczne składnie sprawiają, że czyta się koszmarnie. Dlatego właśnie polecamy – trud się opłaci.

I na koniec – znowu TV. Serial Sherlock jest chyba najmilszym zaskoczeniem tego lata. Pierwsze sekundy raczej z obrzydzeniem, ale po paru chwilach wszystkie tropy rozpoznane. Wszystkie drobne ustawienia mebli potwierdzone. Drobne potknięcia – zwłaszcza w 2. odcinku – należy wybaczyć, chociaż z racji przepięknej walki z G.

Szatan (znowu)


Tyler Stallings – Monitor #5 (akryl na płótnie)

Wolfhead ostatnimi czasy zauważył wyraźny wzrost zainteresowania tematyką satanistyczno-okultystyczną, z domieszką nazizmu i ogólnych dziwactw, obserwując pojawiające się blogi i hipsterów na fb. Można się śmiać z jego osobistych fetyszów, ale nie należy tego lekceważyć.

100 artists see satan – to wystawa prezentująca różnych artystów, lepszych i gorszych, którzy zajrzeli w otchłań. Wynik również w postaci książki.

Axioms of Genesis

David Chaim Smith to amerykański artysta, który sam przyznaje się do związków z biomorfizmem. Po latach spędzonych na zażywaniu narkotyków, czytaniu książek o magii, tworzeniu własnych rytuałów czy życiu we wspólnocie studiowaniu tantrycznej alchemii, Smith wrócił do Nowego Jorku, by zgłębiać kabałę pod okiem chasydzkich rabinów. To właśnie nauczyciel namówił go do tego, by ponownie zaczął rysować, a jego przyjaciel John Zorn (może go znacie…) pchnął go do zorganizowania wystawy swoich prac w NY, na której on sam zagra. Część ilustracji podziwiać możecie na oficjalnej stronie Smitha. Polecam też wywiad, który odsłuchać lub ściągnąć możecie na stronie Occult Of Personality.

Wonder show of the universe!

Larry Carlson to artysta multimedialny, którego psychodeliczne, jadowicie kolorowe kolaże są, przyznaję bez bicia, ohydne. Dlatego też z ulgą i przyjemnością patrzę  na jego czarnobiałe prace  z serii zatytułowanej “Astronomica”. Stare ryciny z astronomicznych i alchemicznych ksiąg, ezoteryczne wykresy, okultystyczne symbole, astrologia, zwierzęta, maszyny, ludzie, wykręcone poczucie humoru. Dziwnie kojące w swoim szaleństwie.

Dickiangnosticism

Philipa K. Dicka nigdy nam dosyć – tym razem warto zajrzeć na polską fanowską stronę, która zajmuje się wyłącznie gnostyckimi wątkami w twóczości pisarza. Miłe to zaskoczenie. Co prawda nie ma tam jeszcze zbyt wiele, ale oby to się zmieniło. Chuchajmy, dmuchajmy, zaglądajmy, zachęcajmy autora.