deer photography

buckshots

Jedziemy wielkim niebieskim samochodem, rozmawiamy o obrzezaniu i innych niełatwych sprawach. Polska rozmywa się w szaroburą plamę za oknem, czasem jest zielono – od lasu. Budzę się i zasypiam. Co jakiś czas krzyczę SARNY!! – coś mnie w nich rozpierdala, duże uszy, nosy i takie jasne ogony. Takie ziemskie alieny. Mój kumpel uśmiecha się głupkowato, a po przyjeździe na miejsce pokazuje mi ten album.
Trochę mnie strzaskało – to jak bym zobaczył swoje własne opus magnum napisane obcą ręką, lepiej napisane…
Całe trashe, efekty czerwonych oczu (jak mnie podkurwia ten termin, jako nazwa generacji, jak już kurwa Newton się tym jarał, a tu objawienie 2008) richardsony  i tellery zaatakowały twierdze nationalgeografik. I rozpieprzyły w drobny mak!
Koniec czasu liniowego, nawet człowiek i karabin, to element cyklu.

Panie i Panowie – Peter S

Zostaw komentarz