Koen

Księgarnie fotograficzne nasiąkają mnie smutkiem. Pierwszy euforyczny strzał opada po przejrzeniu piątego albumu, kolejne zdjęcia więdną jak czerwone kwiaty a piękno z oczu ucieka. Przychodzi nuda, bezsensowe przechadzki pomiędzy pułkami, przypadkowe odwiedziny i kartkowanie. Czasem tylko napotkamy coś co zwróci naszą leniwa uwagę, ale nie znamy autora, przestajemy sobie ufać i zastanawiamy się, czy to co widzimy, rzeczywiście jest dobre.
Potem jest już z górki. Panika, potop nowych zdolnych, nieznanych. Wychodzimy.
***
Te zdjęcia oglądałem parokrotnie, album Park powracał za każdym razem gdy stawałem w lewym/górnym roku księgarni (licząc od wejścia). Seksualnie, znajomo bo noc i park/pikietowo, bo weegee i jego infrared foty z kina, prześwietlenia i czarne oczy.
Wtedy odszedłem, zostawiłem, teraz wracam. Szukając tych zdjęć otworzyłem drzwi o których napisze później.

Zostaw komentarz