V.I.P. PARTY BOYS

 

Nie oszukujmy się, nie znam się na muzyce. Wystarczy rzucić okiem na mój myspacowy profil aby zorientować się że słucham sążnego syfu.

Nie mniej jednak, dziś zaproponuje coś z hip/hopu.

Chłopaki tworzą mocny skład porównywalny z najbardziej hardcorowymi załogami z biednych polskich faweli. Jeden z nich, wysoki Peter Party stał się telewizyjną gwiazda po występie w programie szukającym młode raperskie talenty. Ich sława nie zna granic - przed państwem - V.I.P. PARTY BOYS

 

 

Hey Sarah, he’s got bigger tits!

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Ben odkupił już wszystkie swoje winy z przeszłości?

Your New Bicycle

Barack i Hillary jako bohaterowie internetowego memu. Całkiem całkiem.

Just Stuff

Każdy biały ci to powie, ze najlepiej się je ryż pałeczkami
Wiecie, co lubicie? Wiecie, co tak na prawdę lubicie? Wiecie dlaczego to lubicie? Wiecie co moglibyście jeszcze polubić? Zwiedziając, zgłębiajac i przeszukując Stuff That White People Like znajdziecie odpowiedzi na te nurtujace wszystkich białasów pytania. Do przeczytania!

HADOUKEN!

Pierwsze screeny ze Street Fightera IV przynoszą powrót oryginalnych 8 postaci i całkowicie trójwymiarową grafikę. Chun Li dalej ma koszmarnie grube nogi, a Honda zamiast porządnego brzuszyska zawodnika sumo ma sześciopak. Ale może się czepiam. Więcej boję się napisać z obawy przed gniewem Stryjka Szugdena.

Apokalipsa zaczęła się na Antarktydzie

Blog o oceanach jest dosyć interesujący, lecz był on jedynie przyczynkiem do strony o pingwinach. Próby nauczenia się rozróżnienia gatunków czy też obejrzenie sobie jakiś dziwnych filmików nie zapowiadało jeszcze apokalipsy. A ona nadeszła z południa…

ping

Kamery ujawniły, że opustoszałe bazy zostały zajęte przez pingwiny. 17 lutego o 9:45 Apokalipsa rozpoczęła się na Antarktydzie…

Live long and prosper

Kiedy było się Spockiem, można robić wszystko. Leonard Nimoy wybrał pisanie książek i robienie zdjęć. Mnie najbardziej zaciekawiła inspirowana kabałą seria fotografii z cyklu “Shekhina Project”, która wywołała nawet spore kontrowersje w kręgach żydowskich, co autor jako praktykujący Żyd musiał przyjąć z humorem.

Jap-hipsterzy

Przeglądając strony w poszukiwaniu japońszczyzny w wszelkim - bardziej krytycznym wymiarze - w końcu chyba odnalazłam mój mały raj i niczym el hombre dorado podniecam się malutką żyłką, która dopiero za parę tysięcy lat spłynie rzeką informacji.

Meta no Tame to blog, który powstał przy innej stronie, lekko wypełnionej niusami i muzyką japońską z lat 60. i 70. (niczym z tamtejszych studniówek). Dopiero co powstał, więc apetyt na razie został miło pobudzony. Ale już trochę o literaturze (i nie Panu MH, które owszem lubię, ale chce wierzyć, że powieść współczesna się na tym nie kończy), coś tam o żigolakach (o których nota bene widziałam kiedyś niezły dokument na YouTubie oczywiście) i Numero Tokyo, a na deser komentarze na temat wpisów z The Moment hipstera Johna Jaya.

A propos T Magazine - troszkę się jak na razie podniecamy, chociaż chciałabym zobaczyć wersję papierową. Śliczne logo, niezła strona (chociaż nawigacja mnie denerwuje), ale za to dobre rzeczy w środku. Warto się przemęczyć.

When all seems lost, something unexpected happens.

Specjalna “kamienna” reedycja z okazji 20. rocznicy premiery płyty “Brown Book” oraz pierwszy całkiem nowy album od czasu “All Pig Must Die” - rok 2008 dla każdego fana Death In June będzie specjalnym wydarzeniem. Na stronie magazynu Judas Kiss zamieszczono wywiad, który przeczytać powinni nawet ci nie mający wcześniej żadnej styczności z twórczością człowieka Ukrytygo Wśród Liści. Choćby dla takich fragmentów: The writing and recording of that album came at a time of complete personal/spiritual upheaval for me. I was 30 years old which seemed ancient to me then, had left Jack, my partner of the past 9 years, had next to no money (…), no prospects of a permanent roof over my head, I was undergoing a period of extreme occult initiation, was fanatical about my physical fitness whilst my mental health appeared at times to be in sharp decline - to the point where I thought I was literally going insane.

Red Head

and

Androgyne Magazine. Przypadkiem znalezione bardzo mnie zaciekawiło - jednak nie dało się tej ciekawości zaspokoić, bo jedynie można sobie przejrzeć ostatni numer, a na dodatek mogę to tylko zrobić do pewnego momentu. A ciekawość zżera. Zatem do prześledzenia i przyjrzenia się, jak się rozwinie.