Let there be a revival, yeah

Mark Lanegan znowu to zrobił. Kolejna płyta pełna mrocznych piosenek o Jezusie, miłości, grzechu i zbrodni, jak zwykle zaśpiewanych głosem zeskrobanym z samego dna popielniczki. Tym razem pod szyldem Soulsavers – idealna nazwa dla tej mieszaniny gospel, soulu, rocka, country, bluesa, a nawet hip hopu. Przypomina się nieodżałowany Satchel. Trzy piosenki już można sobie odsłuchać. Premiera płyty dopiero w kwietniu, ale spryciarze już sobie ją znajdą.