Steel packed tight in microchip

jin

Afro Samurai ma wszystko. Grafika jest porządna, Samuel L. Jackson podstawia głos, w tle; każdy odcinek wart milion dolców, RZA, pojedynki, afro-ninja, kawaii dziewczyny, kowboje, roboty i posąg Buddy – doczepiony do czegoś co wyglada jak góra Wudang. Niestety całość wypada przeciętnie. Na szczeście autorzy anime ograniczyli się do 5 odcinków, w planach pełnometrażowy film – jeśli Afro zagra Whitaker może coś z tego będzie – ale raczej Afro zagra Samuel.

Wspominam o tym wszystkim tylko dlatego, żeby przypomnieć serię sprzed 2 lat – Samurai Champloo. Właśnie oglądam cały sezon, 4 raz. Jest coraz lepiej. Jeśli miałbym wywalić cały azjatycki chłam z domu, zostawiłbym tylko to.

Jeśli to was nie przekonuje – zacznijcie od środka – odcinek 23, baseball, w drużynie Japonii: nasi herosi, ninja, staruszek, pies i latająca wiewiórka – w przeciwieństwie do Blanchett w Babel – ktoś z nich zginie na pewno!! Ups, spoiler. Uwaga.
Tu w fatalnej jakości na Youtube
Na zakończenie coś, z zupełnie innej beczki – najgorsza walka – ze wszystkich, wszędzie.  

Zostaw komentarz